Farmakologicznie aktywne związki pochodzące z mórz bywają skuteczniejsze w zwalczaniu dolegliwości i chorób, niż leki syntetyzowane w laboratoriach chemików. Przekonywała o tym podczas Festiwalu Nauki w Jabłonnie dr Ksenia Pazdro z Instytutu Oceanologii PAN w Sopocie.
Badaczka wyliczała powody, dla których powinniśmy jeść ryby i z rezerwą podchodzić do prasowych doniesień na temat "zatrutego Bałtyku" oraz tłumaczyła, jak naukowcy izolują ze środowiska broń stosowaną przez morskie organizmy do walki z wrogami, a potem w laboratoriach celują nią w nękające człowieka wirusy, bakterie, grzyby i nowotwory.
MORSKI REZERWUAR MIKRO- I MAKROELEMENTÓW
Jak przypomniała dr Pazdro, morze jest źródłem bogactw naturalnych - ropy, gazu, bursztynów. Duże znaczenie dla gospodarki ma pochodząca z mórz żywność - przede wszystkim ryby, ale także inne "owoce morza" i glony. Bardzo ważne są też występujące w morzu związki aktywne biologicznie, które wykorzystuje się w medycynie i kosmetologii.
Z przedstawionych podczas wykładu statystyk wynika, że w Polsce spożywa się mało ryb w porównaniu z innymi krajami. Z rocznym spożyciem rzędu 12 kilogramów na osobę jesteśmy poniżej średniej UE, wynoszącej 20 kg/os. Przeciętny Hiszpan zjada 60 kg ryb rocznie, a Japończyk - ponad 70 kg. Jak zaznacza doktor, Polacy jednak zmieniają przyzwyczajenia, choć jest to trudne w sytuacji, gdy media nagłaśniają incydentalne zdarzenia. W ten sposób sami Polacy robią Bałtykowi niezasłuzony "czarny PR".
"Rybi tłuszcz to najlepsza profilaktyka dla serca" - badaczka zacytowała prof. Zbigniewa Religę. Wyjaśniła, że żywność pochodzenia morskiego ma dużo łatwo przyswajalnego białka i jest szczególnie kaloryczna. Ryby morskie zawierają mikro i makroelementy, w tym nieocenione dla zdrowia człowieka wielonienasycone kwasy tluszczowe (omega-3), które redukują tzw. zły cholesterol i zapobiegają chorobom krążenia.
Według badań potrzebujemy około 90 mikroskładników, dlatego suplementy diety, w tym kwasy omega-3 są bardzo korzystne dla zdrowia. Glony (np. morszczyn żyjący w Morzu Bałtyckim) są źródłem jodu, potasu, magnezu, wapnia i żelaza. To również doskonałe źródło suplementacji.
W przemyśle żywieniowym wykorzystuje się agar izolowany z krasnorostów i brunatnic. Nazwano go E-406 i zastosowano w wielu produktach jako zagęstnik, substancję żelującą. Przetworzony wodorost morski Eucheuma to karagen oznaczony symbolem E-407, stosowany jest m.in. w jogurtach i skondensowanej bitej śmietanie. Biorąc pod uwagę zawartość korzystnych dla zdrowia elementów, warto zaznaczyć - za dr Pazdro - że nie zawsze "E" zawarte w produktach spożywczych jest czymś, przed czym konsument powinien się bronić.
Z MORSKIEJ TONI DO APTEK
Farmakologia morska to dziedzina wiedzy zajmująca się izolowaniem z morza organizmów i substancji o potencjale leczniczym. Jej rozwój, jak tłumaczy dr Pazdro, wiąże się z faktem, że wiele bakterii uodporniło się na działanie antybiotyków, a naukowcy wciąż poszukują skutecznych sposobów leczenia nowotworów, walki z wirusami i grzybami. Związki otrzymywane na drodze syntezy chemicznej są niewystarczajace, dlatego badania uwzględniają związki występujące w naturze.
"Morza zajmują ponad 70 proc. powierzchni kuli ziemskiej, bioróżnorodność jest tu większa, niż na lądzie - w wodach żyje ok. 300 tys. opisanych gatunków, co stanowi 90 proc. biosfery" -wylicza dr Pazdro. Dodaje, że taka bioróżnorodność wymusza konkurencję. Organizmy morskie wydzielają związki biologicznie czynne - dzięki nim polują, atakują, bronią się, za ich pomocą wabią partnerów i rozmnażają się.
Biologiczna aktywność tych związków może przekładać się na aktywność farmakologiczną. W ciągu 30 lat rozwoju farmakologii morskiej wyizolowano i opisano 20 tys. związków o takim potencjale - substancji antybakteryjnych, antywirusowych, antygrzybicznych i antynowotworowych. Opatentowano 300 z nich, a kilkanaście dopuszczono do obrotu.
Jak podkreśliła doktor, komercyjne wykorzystanie zidentyfikowanych substancji aktywnych farmakologicznie wymaga wielu długoletnich zabiegów badawczo-rozwojowych. Ich końcowy etap - testy kliniczne - mogą trwać od 7 do 30 lat, a koszt opracowania jednego leku wynosi około 800 mln dolarów.
Dr Pazdro podała dwa przykłady leków z "głębinowej apteki". Pierwszym jest Zykonotyd - środek do leczenia silnego bólu neuropatycznego, okołostu razy bardziej aktywny niż morfina. Lek uzyskiwany jest ze ślimaków morskich Conus żyjących w Pacyfiku. Ich jad zawiera paraliżujące toksyny. Uczynienie ze ślimaczej broni oręża do walki z bólem zawdzięczamy badaniom B. Oliveiry.
Drugi lek,o którym wspomniała badaczka IO PAN, ma działanie przeciwnowotworowe. Również tu użyto substancji wydzielanych przez organizmy morskie (w tym wypadku glony) do walki. Badania wykazały, że neurotoksyczne i hepatotoksyczne zakwity można wykorzystać w farmakologii. Toksyny izolowane z cyjanobakterii wykazały aktywność przeciwnowotworową, antybakteryjną, cytoksyczną, antywiusową i antygrzybiczną.
Zdaniem dr Pazdro, farmakologia morska będzie rozwijać się przez wiele lat, wspierana rozwojem innych dziedzin nauki i techniki. (PAP)